• Wpisów:323
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:47
  • Licznik odwiedzin:3 793 / 1967 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I wyob­rażałam so­bie jak to kiedyś będzie cu­dow­nie. Ja­ka to ja kiedyś będę szczęśli­wa, i będzie dużo słońca, i kwiatów. I śmie­chu, i mo­tylków w brzuchu. Jeszcze nie te­raz, jeszcze muszę trochę przecze­kać, aż mnie nie będzie w środ­ku skręcać z tęskno­ty. Pięknie będzie, więc poczekam.
 

 
Przy­jaźń nie potępia w chwi­lach trud­nych, nie od­po­wiada zim­nym ro­zumo­waniem: gdy­byś postąpił w ten czy tam­ten sposób... Ot­wiera sze­roko ra­miona i mówi: nie pragnę wie­dzieć, nie oce­niam, tu­taj jest ser­ce, gdzie możesz spocząć.
 

 
Woow ogólnie to go nie słucham ale to cudne a on boski ;D
3:19 arrrg kisiel w majtach
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cała bru­tal­ność świata, jak i je­go sub­telność spro­wadza się do jed­ne­go: nieprzewidywalności...
 

 
Lu­bię zimę mroźną, wiet­rzną, pa­raliżującą. Wychodzę wte­dy na świat. Wyob­rażam so­bie, że lecą dziś z nieba hig­rosko­pij­ne kryształy so­li. Niech za­sypie, wys­chnie cały świat i zacho­wa mo­je serce.
 

 
ubiera­nie myśli aby treści­wie przeszły bramę ust jest jak opi­sywa­nie burzy za po­mocą ko­lorów błyskawicy
 

 
Zna­jo­mi zas­ta­na­wiają się, cze­mu wciąż się śmieję. Nie ro­zu­mieją mo­je­go op­ty­miz­mu. Uważają, że mo­ja wyob­raźnia wyk­racza po­za wszel­kie gra­ni­ce. Pew­nie mają rację. Możli­we, że kiedyś mnie to zgu­bi. Ja jed­nak lu­bię mój tęczo­wy świat... A twój, ja­kie ma kolory?
 

 
Większość ludzi nie poj­mu­je jed­nej pros­tej rzeczy: nie jes­teś w sta­nie w żaden sposób spra­wić, żeby kon­kret­na oso­ba Cię po­kochała, choćbyś dała tej oso­bie wszys­tko co masz. To tak nie działa.
 

 
Ce­nię ludzi, o których z góry wiem, że nie dadzą się łat­wo od­gadnąć, jeśli w ogóle.
 

 
Sek­ret szczęścia, a przy­naj­mniej spo­koju, leży w tym, żeby wyeli­mino­wać ro­man­tyczną miłość z życia, bo to ona spra­wia, że człowiek cier­pi. Tak żyje się spo­koj­niej i le­piej się ba­wi, za­pew­niam cię.
 

 
Na­wet naj­gor­sze­mu wro­gowi nie daj do zro­zumienia, że życzysz mu wszys­tkiego naj­gor­sze­go w tym śmier­ci. Bo jak odej­dzie z te­go świata (nies­podziewa­nie) na­wet To­bie będzie go bra­kowało, a łza za je­go odejściem Ci na pew­no ja­kaś spłynie...
 

 
Jeśli chcesz żyć z czymś cze­go nie dasz ra­dy zmienić,
pa­miętaj że prędzej czy później to coś zmieni Ciebie.
 

 
Cza­sami po­dej­mu­jesz się ja­kiegoś za­dania. Wiesz, że jest niez­wykle ważne, że mu­sisz dać z siebie wszys­tko. Dla­tego się sta­rasz. Każdy ele­ment wy­daje się układać w całość, a ty wiesz, że ro­bisz wszys­tko co w two­jej mo­cy. Te­raz mu­si się udać. Mu­si! I przychodzi ten dzień. Ten mo­ment. Chwi­la praw­dy. A w ty­le głowy tli się już tyl­ko strach. Ten ne­gatyw­ny, obezwład­niający. Po­pełniasz błąd. I ko­lej­ny. Następny. Sam nie ro­zumiesz dlacze­go. Prze­cież byłeś go­towy. I widzisz jak wszys­tko na co pra­cowałeś roz­pa­da się w proch. Nie ma już nic. Jes­teś sam pośród tłumu. Nikt nie ro­zumie jak bar­dzo te­go pragnąłeś. Jak dużo pra­cy w to włożyłeś. A te­raz? Te­raz co? Przeg­rałem…
Dałem z siebie wszys­tko i przeg­rałem. Ktoś in­ny nie dał nic, ale wyg­rał. Bo co? Bo miał szczęście? Bo był lep­szy? Prze­cież nie włożył ty­le pra­cy. Nie poświęcił się te­mu, ale czy to ważne? Te­raz jak kloc­ki do­mina każda ko­lej­na rzecz w twoim życiu się przew­ra­ca. Jed­na po­rażka ciągnie za sobą drugą. Już nie wal­czysz. Bo po co? Dlacze­go miałbym wal­czyć sko­ro in­nym uda­je się wszys­tko, a ja kończę z niczym.
Sam w ciem­nym ro­gu po­koju z bu­telką.
Już nie war­to. Nie war­to wal­czyć o to cze­go się prag­nie, bo to bez znacze­nia. Bo się nie na­daję. Bo zno­wu nie dam ra­dy. Wte­dy dos­trze­gasz, że są też plu­sy. Tak, tak plu­sy, a w za­sadzie je­den. Jak już uderzysz o dno to niżej upaść nie możesz. Bar­dziej nie za­boli.